rzeczywistość odkleja się od świata, a ja od rzeczywistości | IE
©
^ ^ ^ ^
wakatsje. >> sobota, 25 czerwca 2011 22:57:00
nie chce mi się pisać, tu ani nigdzie indziej, wcale. niestety szkoda byłoby stracić aki kawał młodości. niech będzie, że nadal prowadzę bloga, wstrętny mylogu przemianowany. książę i księżniczka gdzieś jeszcze tęchną w odmętach niepamięci, a genialny pewnie strzelił sobie i tak w łeb. cóż za wielka szkoda, że nie możemy być w liceum jeszcze raz.
komentarze [0]

spadają gwiazdy w usta nam. >> niedziela, 26 kwietnia 2009 02:10:30
Wielki, najprawdziwszy powrót przeprowadzić zamierzam, a niech tylko przetestuję możliwości nowego majlożka, przemianowanego na majspocika.
Oddaj Księcia i Hrabię, złodzieju!
komentarze [5]

w listek odziana jak w wulkan piżama >> wtorek, 24 czerwca 2008 00:45:32
Przechodzimy w fazę wakacyjną, beztrosko bełkotliwą, plenerowo kwadratową, ą-ą-ą. Kredą, trąbą i lebiodą, cokolwiek by to nie było, podążamy za modą, albo raczej nie podążamy, moda jest zdecydowanie passe. W perspektywie pasmo imprez zakrapianych mniej i bardziej, na których trzeźwym okiem zmierzę wesołe towarzystwo, dzikich bib i nie mniej dzikich się wylegiwań i niewylegiwań wzdłuż i w poprzek miedzy. Wakacyjnie odlatując dla uspokojenia nastrojów dodam, szanowni rozmowni, że planuję przeprowadzkę z szuflady do szuflady oraz przeprowadzkę blożną, tudzież blogową. Tymczasem oświadczam że kwitnę na różowo, och, i fioletowo, i och, cuchnę pokemonem trzynastoletnim na trzynaście kilometrów albo kilowatów, a imię jego czterdzieści i cztery, joł.
komentarze [3]

nie mam ci ja nogi, nie mam też ogona, leżę obok drogi na wznak odwrócona. >> środa, 4 czerwca 2008 00:31:04
Chyba odpadam od rzeczywistości, co gorsza nie tylko od zewnętrznej ale i od własnej. Odklejam się równo wzdłuż spojenia, pruję się, rozrywam i rozbijam na kawałki. Nic już nie jest dokładnie moje czy nie moje, pozacierały się granice między alfą i omegą, zmienią i niebem czy krową i kurczakiem. Kosmos powraca w chaos, wszystko ulega dezorganizacji i rozpadowi. Mózg rozkleja mi sie na dwie połowy, prawa ręka przeczy lewej, tylko tak wyciągnąć nogi i zgnić na zielonej trawce, wręcz ach! wykrwawić się - do słońca!
Nie mam już siły, żeby wam wszystkim nakłamać, jak bardzo mnie to nie obchodzi i jak strasznie się mylicie; siły już nie mam na arogancję i wściekłość, żeby zalewać kogokolwiek bluzgiem, a w stanie bezsiły i nieustannej pracy na pilocie automatycznym powoduję ciągłą irytację otoczenia. Przyznaję się do klęski totalnej, w związku z czym czekają mnie jeszcze dwa tygodnie masakrycznej pracy.
komentarze [5]

po drugiej stronie lustra. >> czwartek, 22 maja 2008 15:30:59
Wszystko co wokół odbija się we mnie; jestem lustrem rzeczywistości zmieniającym ją na swój własny, krzywozwierciadlany sposób. Emituję światło, zniekształcam je, przecinam jego promienie i patrzę jak odbite padają wokół; moja księżycowa emanacja jest mi ochronną bańką własnego badania i odbioru. Jestem zwierciadłem rzeczywistości krzywo odbijającym wasze lustrzane twarze, których sami nigdy nie zobaczycie. Możemy się jedynie nawzajem dotykać i obserwować co światło odbite w cudzych istnieniach zmienia w naszym świetle.
Wejście w relację oznacza możliwość oglądania na cudzej twarzy swojego odbicia. Poświata, która mnie otacza nie zabłyśnie w świecie całkowicie ją pochłaniającym, dlatego powstaje potrzeba innych luster, potrzeba labiryntów światła i odbijania, które zaskakują wielokrotnie odbitą i zniekształconą naszą własną twarzą - potwora.
komentarze [2]

umieram i się rozbieram. >> poniedziałek, 12 maja 2008 23:44:22
Dziś jest taki dzień, że można się skończyć. Oto więc kończę się cierpliwie, spalam we własnym płomieniu i zaskakująco obojętne mi wszystko z góry na dół i z dołu do góry. Wróblom wyrastają aureole i kozie rogi, latarnie uliczne odlatują rozwijając smocze skrzydła, tramwaje plączą się i zaczynają wiosenne tańce. Wszystko się plącze, jest miękkie, faliste, gładkie, ciepłe i oszaleć można, zwariować i postradać zmysły, jak cholernie ta wiosna prześladuje moje zdechłe i obłożnie chore jestestwo. Nie ucieknę galopującej tęsknocie, co mi na dłoniach ciemnymi plamami wyrasta w postępie geometrycznym, kulę się i śpiący lub tylko umarły mój umysł daje upiorom znak pobudki, wygrywa im larum na rozrzuconych po poduszce włosach. Wpadam w wielką, miękką, falistą i gładką paszczę potwora, i już się można skończyć, już co więcej skończyć się trzeba w białym podkoszulku pachnącym łzami zazdrości i wewnętrznego wyłopotania.

tęsknota we mnie siedzi
jak drucik z miedzi
się żarzy, rzęsy mi parzy

komentarze [3]

i Twoja wielkość zbyt ogromna. >> niedziela, 20 kwietnia 2008 01:08:35
Zatapiam mózg w romantycznych oparach, oddaję na pastwę szalonej fascynacji duchami i upiorami. Staję się muzą i twórcą, przedmiotem i podmiotem, dawcą, biorcą, alfą, betą i gammą. Stan psychiczny mój sytuuje się gdzieś między kałużą a obłokiem, wytarzany w syropie spod ananasów, który jednocześnie spływa mi z palców i brody skapując na dekolt.
Jestem stanem pośrednim, brakującym ogniwem pomiędzy dziewicą a ruchawicą, rymuję jak Słowacki - o języku giętkim - i jak Mickiewicz (przeklęty!) - o powszechnej głuchociemnocie. Zamiast spać marzę, czytam i jem, przekręcając się i kopiąc w kalendarz co dziesięć minut. Mam ochotę na zupę, lody i wafla z czekoladą, czy to zakrawa na ciążę?
komentarze [4]

odchodząc zagryź mnie. >> piątek, 11 kwietnia 2008 00:35:47
Dramaty przekwitają z prędkością przebiśniegów palonych kwietniowymi promieniami. Znowu pogoda wygrywa, można udawać że na spacer można pójść i generalnie zachody słońca, ćwierkające ptaszki, te sprawy. Nastaje okres wiosennej wymiany garderoby (tak, poprawmy sobie humor tak szumnie nazywając zakup letniego obuwia i podkoszulków). Pozostaje więc wiele rozmaitych opcji: można się też rozpłakać, że się do lekarza nie chce iść, pochlipać przez telefon i wywrzeć reakcję poszukiwania problemów w związku ze związkiem; można oczywiście nie dzwonić i nie nudzić, ale byłoby nudno. Na zakończenie chciałam złożyć tylko pewną propozycję, której, miejmy nadzieję, nie będę zmuszona nigdy kierować w odniesieniu do konkretu: odchodząc zagryź mnie.
komentarze [3]

myśli piwniczne które niejedną zabrały noc. >> sobota, 5 kwietnia 2008 22:48:22
W granatowym, puchatym mroku rozsypuję sie jak domek z kart i zapadam równie granatowo w ciepłe nic. Nic jest ciepłe i brzmi jak muzyka fauniego labiryntu, więc wsiąkam w nie koncertowo, zostawiając plamy czerwieni z krwawiącego brzucha. Krwawię czerwono i ciepło wewnątrz tej próżniowej bańki, chyba nie jest dobrze, chociaż na pewno nie jest źle. Chcę wsiąknąć całkiem, jeszcze bardziej niż kiedykolwiek w Twoją skórę, odbić na ścianach Twój kształt, otworzyć Twoje oczy i źrenicami uciec od rzeczywistości w zapach Twoich snów.
Nie zostawiaj mnie teraz. Nie teraz.
komentarze [4]

tak się złożyło, żem nigdy. >> wtorek, 1 kwietnia 2008 01:50:39
Chciałam dziś pobyć mężczyzną, prawdziwym samcem, zdobywcą, agresorem. To chyba źle, że film promujący równość sprawia, że czuję się gorzej ze swoją płcią. To chyba źle, że nie mam prawa czuć się motylkiem, ale mam zostać krową dla wielkiego rozpłodowego buhaja; to chyba źle, że mam nienawidzić swojego ciała, bo posłuży mężczyźnie, do jego złych, niecnych celów, a mnie zostanie jęk bólu, strach i odraza.
Chciałam być dziś mężczyzną przez godzinę. Ułanem.
Jestem Matką Boską z Gwadelupy. Nikt inny nie ma tak pięknych obojczyków.
komentarze [3]

myślałem o spowiedzi w formie listu. >> środa, 26 marca 2008 00:34:44
Bełkot szaleńca wypływa z wszystkich otworów mojego gnijącego w waniliowym aromacie ciała. Mój mózg jest pusty i chłonny, możesz napełnić go czym chcesz i oby Panie była to historia, chemia, wos i jeszcze kilka innych niepotrzebnych nikomu przedmiotów które stają mi ością w gardle, bluźnierczą pytą pizdą pałą lufą bombą gałą na papierze. Mój umysł jest pusty i chłonny ale nie potrzebuje iluminacji, bo iluminizm wyszedł z mody odkąd święty Tomasz dał się pokryć świeżą warstwą pachnącej gleby; nie potrzebuje łaski wiary i dowodów na istnienie siedmiu cudów zamieniających wodę w wino, krew w wodę i majtki w pokrzywy. Umysł mój pusty i chłonny na kształt gąbki o typie budowy leukon, który tak jak gąbkę można zmielić bez szkody, bo zejdzie się w formę pierwotną będąc zmielonym do pojemnika z cieczą - otóż umysł ten właśnie potrzebuje, Panie, wiedzy, najlepiej od zaraz. Tak, żeby mógł się zająć czymś bardziej przydatnym humaniście niż chemia, na przykład doświadczeniami życiowymi, które mogą być pomocne w formułowaniu własnego zdania na każdy temat.
Wielkanocną porcję rozmowy uznaję za wyczerpującą temat. Napełń mnie historią, Panie, wlewaj mi ją uszami, czy którędy tam już chcesz. Przy okazji dziękuję za każdy oddech, który mogę dublować swoimi nieudolnymi płucami, za te wszystkie gesty, które mogę tylko oglądać i powtarzać, i za przyjazne chlupanie ciepłej wody na grzbiecie.
komentarze [15]

praska wiosna. >> wtorek, 18 marca 2008 00:05:06
Weekendowe dramaty praskie żyją każdego dnia - to znaczy od wczoraj - a jeszcze bardziej każdego wieczora, bo za dnia bolą mnie tylko łydki, a wieczorami jeszcze głowa. Ciężkie mam powieki i mokrą watę zamiast gąbki mózgu; koncentracja jest pracochłonna i chwilami zbyt trudna. Nadal nic nie robię, czekam na święta i gniję szerząc rozpustę i zło.
Spływam wolnym strumieniem nieświadomości na Twoje łóżko i nic mi już absolutnie nie przeszkadza; ani to, żeś pod wpływem, ani że zapewne lekko nieświeży, po kilku szlugach i nieogolony. Możesz być wściekłym golemem i rozszarpać mnie na strzępy krwawiącego mięsa, porazić mnie piorunem, przeżuć i wypluć, a ja i tak gnić będę z jaskrawoczerwonymi wypiekami i dzikim rozmemłaniem na twarzy, bo tak mi się podoba, a jak komuś nie, to może ewentualnie ugryźć sie w ucho.
komentarze [2]

przepraszam, ale nie. >> czwartek, 6 marca 2008 23:21:13
Cieszę się. Zwyczajnie, banalnie, prawie dotykalnie umieram na szczęście; wzrokiem wypalam świecące ślady na Twojej skórze, stempluję z każdej strony, dokładnie, centymetr po centymetrze; graweruję sobie płuca Twoim zapachem, odlewam w dłoniach kształt Twoich ramion, zbieram cień, który zostawiasz na podłodze do pudełka i posypuję nim poduszkę przed snem.

przepraszam, ale nie. nie umiem już przestać cię/za tobą/o tobie.

komentarze [4]

tak, że każy oddech rozrywa płuca. >> środa, 27 lutego 2008 23:23:19
Żebrzę o każdy najdrobniejszy gest w moją stronę, o skrawki zainteresowania, resztki zrozumienia, wycinki czułości; łaszę się jak kundel najpodlejszy, czołgam przed Tobą i ślina z ust mi cieknie na myśl o przysmakach, okruchach z Twojego stołu, które przypadkowo strącasz; kładę się wtedy poddańczo na grzbiecie i merdam ogonem, ach, szczęśliwa jestem jak stąd do Włodawy; lizę Cię po rękach i wtulam Ci nos pod pachę.
Zaskakujące, że w tym samym czasie można zobaczyć, jak przynosisz mi srebrną tacę wypełnioną frykasami, a ja, kapryśna i mazgajowata bestia, wybieram, przebieram i zdecydować się nie mogę; wyjmuję z kieszeni płaszcza i otwieram szkatułki z przyprawami, posypuję wszystko wściekłą zazdrością, zaborczością i rozmydleniem; a kiedy już złapią mnie gwałtowne torsje wywołane goryczą na języku, pozwalasz mi wypluć wszystko pod swoje nogi, pomagasz się poskładać i zamieniasz zazdrość na cukier, zaborczość na wanilię a rozmemłanie na cynamon.
Jestem rozwleczona po wszystkich ścianach, łącznie z sufitem i boazerią. Nie potrafię zapanować nad autodestrukcyjną ciekawością Ciebie. Odgryź mi głowę i zostaw sine ślady.
komentarze [3]

brzytwa Ockhama. >> sobota, 23 lutego 2008 20:02:01
Filozofia mnie nie kocha, albo mój gąbczasty robakami, sadzą snem rdzą przeżarty mózg nie kocha filozofii. Koniec fruwającym kartkom, nazwiskom z piekieł rodem, tytułom i teoriom przy których wiara w ogień jako substancję wszechświata czy mistycyzm świętej windy są całkiem niegłupie, logiczne i do udowodnienia. End, szanowni państwo - może nie do końca tak bardzo happy, jakbym chciała, ale i tak happy mimo wszystko. Bo praca mimo wszystko, co ważne, przeszła ostre sito; bo praca była dobra i dostała dobrą recenzję; bo praca była na minimalnie minus pięć.
A następnym razem, jak będę wybierać szkołę, po prostu wybiorę taką gdzie filozofia jest nieustająco i obowiązkowo w programie kształcenia. I wygram. Za pięć lat, za dziesięć, za dwieście; jutro.
komentarze [3]




2007
sierpien (2)
wrzesień (4)
październik (3)
listopad (3)
grudzień (3)

2008
styczeń (1)
luty (5)
marzec (3)
kwiecień (4)
maj (2)
czerwiec (2)

2009
kwiecień (1)

2011
czerwiec (1)